Wróciłam i nie polecam Wysp Kanaryjskich!!!Samo miejsce gdzie byłam , owszem piękne ale dalej jak na Śląsku , sterty popiołów.Zero trawki....Miałam codziennie pływać, a pływałam 3 razy {dwa razy w basenie}, bo w oceanie jeszcze woda zimna. Miałam się fitnesować, też się nie udało, bo było kilka sprzętów na widoku dla przechodzących i sie krępowałam ....miałam leżeć na słońcu godzinami, a poleżałam pierwsze dwa dni i zrobiłam sie na mulatkę więc potem już pod parasolem

, bo murzynką nie chcę być

. Miałam mniej jeśc , a jadłam 10x więcej, bo olbrzymia różnorodność i chcąc połowę dań spróbować po łyżeczce, robił sie kopiaty talerz. Słodkości nie tykałam ale samego arbuza to chyba tonę zjadłam przez te dni i brzuch jak balon.
Towarzystwo super ale wszyscy stwierdzili, ze mogliśmy lecieć na Kretę lub gdziekolwiek bliżej. Moja kurteczka puchowa była w ciągłym uzyciu i wszyscy mi jej zazdrościli. Były babki z jedny sweterkiem , a tam wiało jak cholera. Na tej wyspie nie pada ale za to wieje.Jak ktoś lubi serfować, to idealne miejsce. Niestety ja nie serfuję i nie cierpię jak wieje. Połowę włosów wyrwałam przez ciągłe czesanie zmierzwionych włosów.
Ula gratuluję.Nie zazdroszczę, bo uczciwie pracujesz nad wagą i Ci się należy 57 kg.
