Mąż od X czasu podgaduje mnie o dzidzie (zaznaczam że mamy juz 4-latke), od jakiegoś czsu i mała wspomina ze chciałaby dzidziusia siostrzyczke/braciszka. Oni chcą, a ja jeszcze nie..... Ja dopiero odetchnęłam od skupiania całej uwagi na córeczce, w końcu mogę na spokojnie zaplanowac wyjazd, wyjście, mam przespane nocki itp itd. W koncu też czuje się bardziej atrakcyjna kobietą, zmieniłam lekko swój image... Córcia i mąż są dla mnie wszystkim, jednak co raz częstsze napieranie na beybika powoduja moje zdenerwowanie i wkraczanie w sferę "wojenna" Ja chcę drugie dziecko, ale jeszcze nie teraz..... Biorę tabletki anty., ostatnio zaczęłam się zastanawiać czy nie wprowadzic męża w lekkie kłamstewko - takie dla świętego spokoju - a mianowice powiedzieć że odstawiłam tabsy, że zaczniemy sie starać..... a tak naprawdę brać je przez jeszcze jakis czas (tak w dyskrecji....).
Prosze o słówko jak postrzegacie takie kłamstwo, a moze jakas pomoc w tym temacie, może juz ktoś z Was to przerabiał?
Pozdrawiam








