Post
autor: zuzinka » 27 lut 2008, 14:49
dziewczyny moglabym wam wiecej ciekawych rzeczy poopisywac z mojego zycia, byscie sie niezle usmialy.
przypomniala mi sie nastepna historia , poniekad zwjazana z motoryzacja.
to byla szkola srednia chyba trzecia LO, rodzice kupili dla nas swoich dzieci nowe gorale. a ze ja bardzo duzo jezdzialam i jezdze na rowerze (robilam po 100 km) dziennie. postanowilam sie wybrac nowym nabytkiem na przejazdzke. wybralam sie do miasteczka oddalonego ode mnie o 30 km.
super sprawa dojechalam, pozwiedzalam i do domu
sluchajcie sluchajcie jade do domu wylotowka z Piotrkowa Tryb. i patrze jakies 300 m no moze 350 przede mna cos stoi. no ok jade jade, i w pewnym momencie,
CIEMNOŚĆ WIDZE CIEMNOŚC, nie moge zlapac powietrza bol straszny.
CO JEST ?
czyzby piorun mnie grzmotnał?
NIE NIE NIE przywalilam w przyczepe, ktora stala na poboczu.
LUDZIE OBCIACH JAK CHOLERA,
wychodzi zza tej przyczepy 5 facetów i sie patrza co sie stało?
a ja wychodze spod tej przyczepy i siadam na boku, patrze ze przydzwonilam w stojaca przyczepe i ze smiechu nie moge.
robotnicy miejscy (oczyszczali wtedy zwaly piasu przy kraweznikach po zimie) nie wiedzieli co robic? z poczatku mysleli, ze ja tak glosno placze, potem zobaczyli, ze sie smieje az mi lzy plyna, pomysleli, ze wariatka
A CO BYLO PRZYCZYNA, ZE WALNELAM W PRZYCZEPE NO CO CO?
PEDAŁY? TAK PEDAŁY od roweru.
bylam tak zafascynowana predkością i pedałowaniem, ze zapomnialam o stojacej przyczepie.
wyjeli ten nieszczesny moj rower, spod przyczepy, biedny utkwil miedzy burta przyczepy, a klapa. obraz nedzy i rozpaczy. pytaja sie mnie czy daleko mam do domu, bo nie dam rady dojechac na tym rowerze iże mnie podrzuca do chaty. a ja mowie ze 30 km. no tak traktorem do domu ,a rower na przyczepie, 5 facetów - niezle co? . biedny a dopiero co go otrzymalam
I na koniec pytanie panów
CZY JUTRO TEZ BEDE JECHALA TA DROGA?
satn:
kierownica skrecona, kolo przednie cale pogiete, powychodzily szprychy. no cóz, poł drogi na piesz poł na nogach wrocilam do domu byla godzina 22. i mysle co tu robic, co tu robic?
wzielam kluczyk od komorki i schowalam go.
po tym upadku czulam sie dobrze,
a tak sie sklada, ze na drugi dzien mialam egzamin na prawko
wstaje rano a ja nie moge skrecic glowa w lewo, kolano spuchniete, jak bania szok.
pojechalam na egzamin, zdawalam wtedy i jazde i testy. testy zdalam, poszlam na plac
jede w rekawie, potem do tylu i kolops. nie moge skrecic glowa, nie dam rady, nie widze pacholkow, trudno bol niesamowity.
egazminator pyta co sie stalo, (boze gdyby wiedzial, to by mnie w ogole nie dopuscil do kierownicy)
mowie, ze dzisiaj nie dam rady jechac, zle sie czuje.
ok, wyszlam
sluchajcie
minelo jakies poltora miesiaca na nastepny termin, i egzaminowal mnie ten sam facet.
SKUBANY pamietal mnie i sie pyta, CZY DZISIAJ MA PANI OCHOTE JECHAC, CZY TEZ NIE?
a ja mowie, ze tak mam ochote pojezdzic (egzamin zdałam).
a o swojej przygodzie opowiedzialm rodzicom jakies 4 lata pozniej co tak naprawde sie stalo z rowerem. bo oficjalna wersja byla taka, ze zostal najechany samochodem.
moja mam zawsze mi powtarzala, ze jej trzech synow tyle nie narozrabialo co ja jedna.
26/11/2008r. - dr Kasprzyk powiĂŞkszenie piersi