Nie ma to jak dymek + kaweczka.
Rzucałam parę razy ale mi nie wyszło
Raz nie paliłam już trzy miesiące.

Ale sukces. Poszłam pewnego razu do kumpelki, która wogóle nie pali tzn. od czasu do czasu, ale moża powiedziec że nie pali (1-2 na miesiąc tak dla towarzystwa i to nie zawsze) no i wtedy ona pokłóciła się z mamą. Poprosiła mnie żebym zapaliła sobie razem z nią, jakby jej matka weszła - to ja palę.

Ona sie czaiła przed matką. No i zgodziłam się wmawiając sobie " ten jeden to chyba mi nie zaszkodzi" No i tak sie zaczęło.
Dwa lata temu byłam na komputerowym uwalnianiu sie od nałogu. Kazali mi położyć ręce na płytkę metalową . Podłączyli do dziwnego urządzenia i tak siedziałam z 15-20 min. Acha przed całym tym "seansem" kazali mi wypalić ostatniego papierosa. Popiół z papieroska zebrał do naczynka szklanego. Potem wziął ten popiół do analizy. Ale co on tam badał tego nie wiem . Może zawartość czegoś - cholera wie... I powiem wam tak. Jak wyszłam to normalnie miałam taki wstręt. Palący ludzie tak śmierdzieli, że też zadawałam sobie pytanie "jak ja mogłam". Fajki leżały w domu i nic mnie nie ciągnęło. Aż tu pewnego dnia mówię spróbuję. Czy faktycznie odrzuci mnie. Zrobiłam parę machów i od razu zgasiłam - nie mogłam fuj. Na nastepny dzień mówię spróbuję czy znowu mnie odrzuci no itak próbowałam, próbowałam NO I ZNOWU PALĘ

Ale powiedziałm sobie, że pójdę jeszcze raz na ten "komputer". Musze wytrzymać. ALe ta kawa i ten papieros to jest takie SUPER....