ulla10, z jednej strony to byłoby naturalne, że organizm sam, w sobie tylko wiadomy sposób, stara się nadrobić utratę sił po operacji. I sam domaga się kolejnych porcji energii - stąd ten apetyt.
Ja miałam w życiu tylko jedna operację (nigdy żadnych nawet najmniejszych zabiegów) - teraz tą, powiększenie piersi. I po operacji, gdy tak bałam się, że w wyniku ograniczenia aktywności ruchowej urośnie mi tyłek, bo będę jeść a nie będę ruszać się, okazało się, że były chwile, że musiałam pamiętać o tym, że powinnam coś zjeść aby organizm szybko wracał do zdrowia (a byłam osłabiona bardzo po operacji ... sama nie mogłam w to uwierzyć, jak bardzo skomplikowało się moje życie przez zwyczajny brak siły ...) - nie miałam apetytu, nie miałam nawet ochoty na coś "w nagrodę" czyli na jakąś ulubioną moją przekąskę typu lody, czekolada, tofifi ...
A jestem osobą która zajada trudne sytuacje czyli w obliczu stresu wcina wszystko to, co smakuje najbardziej a co jest najbardziej niewskazane. I też byłam zdziwiona, że po tym wielkim stresie, jakim była dla mnie operacja i tygodnie po niej, kiedy czułam się źle, kiedy z niepokojem obserwowałam swoje piersi czy nic im się nie dzieje ... że tego stresu nie zjadam.
Więc już sama nie wiem. To chyba jest tak, że każdy gdzieś tam głęboko w swojej duszy, (wiem, że brzmi górnolotnie i nie pasuje do sytuacji głupiego obżerania się ... ale to tylko pozory, tak sądzę) powinien poszukać powodów takiego swojego postępowania z którym jest mu źle.
Ja wiem co jest powodem mojego opychania się - bo potrafię odróżnić sytuacje w których jem coś co mi smakuje (nawet gdy jest to kolejna czekolada w kolejnym dniu - a ja nie jem czekolady po troszeczku tylko jak otworzę, to zjadam całą na raz) od sytuacji w których opycham się czymś co mi bardzo smakuje, ale czynię to aby sobie coś zrekompensować, nadrobić, zastąpić ...
Uff, skończyła mi się myśl i czuję, że muszę zrobić sobie kawę bo umrę
