wczoraj przegiął..wziełam jego telefon a w zasadzie mój drugi bo mu pożyczyłam bo swój sprzedał heh...ja patrze a tam sms: własnie jade do dopalaczy o 17 pod blokiem!!...no myślałam że wyjde z siebie...zwłaszcza że tyle już przeszłam przez jego palenie trawy i branie innego gówna..i jakie było wytłumaczenie?? że nie wie kto to napisał, że to pomyłka i miał mi to pokazac

jak można tak oszukiwać ??
kiedyś na forum dałam przykład koleżanki ale tak naprawde było to o mnie..po 3 miesiacach mieszkania razem w Poznaniu przyszedł wieczorem jakiś dziwny od kuzynki z którą miał zakaz spotykania sie bo ona wychodzi ze środowiska narkotyki itp.. i jak sie dowiedzialam gdzie był zadzwoniłam do jego mamy żeby mi pomogła, żeby jakoś zareagowała...po rozmowie zaczeło sie piekło..zaczał mną rzucać o ściany..pluć na mnie..bić..kopać, dusić..leżałam na dywanie cała zapłakana, obolała a on mnie szturchał, targał po ziemi..z łożka mnie zrzucił ciągnąc za nogę...i to trwało ze 4 godziny...ale nie poszłam na policje..nie powiedziałam nawet swojej mamie..ale już drugi raz nie wytrzymałam kiedy zaczał mnie pięsciami bić po nogach po jakims miesiacu...zadzwoniłam do mamy i to był jego koniec w oczach mojej rodziny.
wiem ze glupia jestem ze dalej z nim bylam i sie spotykalam..ale jak sie kogos kocha to wierzy ze sie zmieni i fakt ze reki na mnie juz nie podniosl ale to nie zmienia faktu jak skrzywdził mnie wtedy i moja psychike..bo nigdy tego nie zapomne...i to chyba był znak ten wczorajszy sms że już pora dać sobie spokoj na zawsze..teraz płacze bo widze to wszystko przed oczami, kocham go dalej i nie wiem co mam zrobić żeby już mu nie ulec...
a decyzje o rozstaniu podjelam ja..gadalismy dlugo do 3 w nocy..powiedzialam mu ze nawet przez chwile nie czulam sie szczesliwa przy nim..bo taka prawda..zawsze ja sie staralam, czekałam a on kiedy mial czas sie odezwał i musialam byc gotowa...